Rzym- dzień IV- Watykan- czyli co kryje się za Spiżową Bramą?
Przedostatni dzień naszego pobytu przeznaczamy po części na Watykan. Do kilku z ciekawostek watykańskich dotarłam. Większość tajemnic i tak pozostaje zamknięta w murach najmniejszego państwa świata (0,44 km2). Watykan istnieje od 11 lutego 1929 roku. Zamieszkuje go mniej niż tysiąc osób. Nikt nie rodzi się obywatelem Watykanu, bo nie ma tutaj szpitali. W Watykanie pije się najwięcej wina na świecie – ponad 54 l na dorosłego człowieka rocznie. Związane jest to z tym, że mieszkańcy zobowiązani są przyjmować komunię pod postacią chleba i wina. Do Watykanu przybywa rocznie sześć mln turystów, którzy w ciągu roku wysyłają pocztą watykańską 2,5 mln listów i 7 mln pocztówek. Watykan ma swoją stację kolejową i najkrótsze tory na świecie- dwa trzystumetrowe odcinki mające połączenie z włoską siecią kolejową. I wreszcie coś o Gwardii Szwajcarskiej, która czuwa przy papieżu. Liczy sobie 110 żołnierzy, którzy muszą być katolikami i Szwajcarami. Dlaczego Szwajcarami? Bo uważani byli za dzielnych, zdyscyplinowanych i wiernych żołnierzy. „Nasz” Papież żartował sobie, że żyje w najbardziej zmilitaryzowanym kraju świata. Mniej więcej co dziesiąty obywatel Watykanu jest członkiem Gwardii Szwajcarskiej. Oficjalną walutą Stolicy Apostolskiej jest od 2000 roku euro. Watykan może jednak bić własne monety z wizerunkami papieży.
Aby wejść do Czwartej, jakże istotnej dla nas Bazyliki św. Piotra trzeba ustawić się w kolejce do bramek bezpieczeństwa. I odczekać z dobre pół godziny. Ale można w tym czasie podziwiać sobie Plac Św. Piotra. A jest na co patrzeć- 284 kolumny i filary, a u góry 140 posągów świętych. Wstęp do Bazyliki jest bezpłatny, za wjazd lub wejście na kopułę trzeba jednak zapłacić. O samej Bazylice można tomy napisać, ale ja podam tylko pięć faktów: 1. Bazylika mieści „na raz” 54 tys. wiernych. 2. W świątyni znajdziemy przepiękną, najsłynniejszą „Pietę” Michała Anioła- rzeźbę ukazującą Maryję trzymającą zdjętego z krzyża Jezusa. To jedyne dzieło, na którym Michał Anioł złożył swój podpis. 3. Zaraz obok znajduje się grób Jana Pawła II. 4. Kopuła Bazyliki powala na kolana. Widziana zarówno z dołu jak i z góry. 5. Wielkość i bogactwo Bazyliki przytłacza i zarazem oczarowuje.
Na kopułę wchodzimy dopiero kolejnego dnia, po dzisiejszym zwiedzeniu Bazyliki kierujemy się bezpośrednio w stronę Muzeów Watykańskich. W sumie to 54 muzea, z których ostatnim jest Kaplica Sykstyńska (1400 pokoi, kaplic i galerii, jakby całą największą na świecie kolekcję dzieł sztuki ustawić obok siebie miałaby ponad 14 km!!!)
Wchodzimy bez kolejki, bo bilety zamawialiśmy online- kto tego nie zrobił musiałby poczekać na pewno z 2 godz. I zaczyna się horror. Nie ma możliwości obejrzenia czegokolwiek, bo człowiek ma tylko tyle miejsca ile jego najszersza cześć ciała. Masakra. Tłum pcha Cię do przodu, parasolki przewodników zasłaniają to, co ewentualnie można by było zobaczyć, większość i tak niczym nie zainteresowania pcha się w stronę Kaplicy Sykstyńskiej. Straszne to było. Straszne. I niefajne, bo za coś człowiek w końcu zapłacił. Ogromy zaduch i hałas. Tak jakby nie można było to jakoś porozdzielać- kto chce obejrzeć muzea idzie do muzeów, kto chce tylko Kaplicę Sykstyńską- tylko tam. A ja chciałabym w spokoju pooglądać np. pokój globusów i dzieła Rafaella. Nie dane mi było.
Wreszcie dochodzimy do Kaplicy Sykstyńskiej. Złość przechodzi w obliczu tego, co widzimy nad głowami. Pomijając fakt, że jesteśmy w pomieszczeniu, gdzie dochodzi do konklawe- wyboru nowego papieża, to wielkość i piękno fresków na suficie i ścianach powala. I wcale nie trzeba być koneserem sztuki, tylko choć troszkę poczytać, żeby zrozumieć, co przedstawiają dwa najsłynniejsze freski Michała Anioła „Stworzenie Adama” i „Sąd ostateczny”. I nie wiem jak to się stało, że przestał mi przeszkadzać ten tłum. „Stworzenie Adama” i Bóg pokazany po raz pierwszy w postaci fizycznej, który podaje dłoń Adamowi, znamy wszyscy. „Sąd ostateczny”- przeogromny, skomplikowany fresk, na którym Michał Anioł pozostawił ludzi nagich, co niekoniecznie spodobało się papieżowi, który kazał domalować nagim postaciom przepaski na biodrach. Artysta, który to uczynił już do końca życia zyskał przydomek „majtkarz”. Michał Anioł malował swe dzieło (na suficie kaplicy oczywiście) na leżąco. Wybudował sobie rusztowania, aby nie przeszkadzać w odprawianych tutaj nabożeństwach. Ponieważ do swojego malarstwa i rzeźby potrzebował dokładnej znajomości anatomii człowieka jeździł potajemnie do Florencji i nocą wykonywał sekcję zwłok poznając tajniki ludzkiego ciała. Mimo, że był strasznym gburem i w dodatku w szale twórczym potrafił się w ogóle nie myć, co utrudniało obcowanie z nim, stworzył mistrzostwo świata, które nikogo nie pozostawi obojętnym.
Wychodzimy natchnieni, ale zmęczeni. W muzeach Watykańskich na uwagę zasługują jeszcze kręte schody prowadzące do wyjścia. Takie widokówkowe. Aż chce się po nich zejść.
Drugą część dnia przeznaczamy na gubienie się w uliczkach Rzymu. Serce się kraje, ale to niestety już ostatni nasz wieczór w Wiecznym Mieście…
Aaa- zapomniałam dodać- odpust zupełny chyba otrzymaliśmy….




















