Rzym-dzień III- prawie uzyskujemy odpust zupełny
Podobno jest tak, że jeśli człowiek grzeszny, do którego to gatunku bez wątpienia się zaliczamy, pomodli się w czterech najważniejszych Bazylikach Rzymu otrzymuje odpust zupełny. Co prawda Papież ogłosił to w Roku Jubileuszowym, ale co tam, mamy nadzieję, że reguła działa nadal. Kusi- no nie? Tak zacząć od nowa z czystą kartą…
No dobra- na dzisiaj zaplanowaliśmy trzy najważniejsze. Rozpoczynamy od Bazyliki- Św. Pawła za Murami. Wybudowana dwa kilometry od miejsca, gdzie spadła głowa świętego na terenie poza murami ówczesnego miasta-stąd nazwa. Do momentu przebudowy Bazyliki Św. Piotra była największą z rzymskich bazylik. Poza pięknem, ogromem, przepychem i wieloma innymi argumentami dla których warto tu przyjść jest jeszcze jeden- dookoła umieszczone są medaliony z których spoglądają na nas wszyscy papieże począwszy od św. Piotra. Mówi się, że kiedy zabraknie miejsca na wizerunki kolejnych władców Stolicy Apostolskiej, nastąpi koniec świata. Znaleźliśmy „naszego” Papieża i w te pędy polecieliśmy liczyć puste medaliony. Jedenaście nam wyszło, także żyjmy spokojnie jeszcze jakiś czas haha.
Po kawce ruszamy dalej. Żeby nie było, że tylko Bazyliki i żeby nie zlały się w jedną masę, fundujemy sobie przerywniki z innej bajki. I tak w drodze powrotnej zatrzymujemy się, żeby zobaczyć piramidę. Tak, tak- taką prawdziwą, egipską, w dodatku z I w., tylko trochę mniejszą niż te w Egicie. Jako grobowiec sobie ja zafundował. Niejaki Cestiusz taką miał fantazję. Postawił ją tuż przy bramie św. Pawła, która w przeszłości otwierała wejście do Wiecznego Miasta. Do piramidy, która ma 37 m wysokości i podstawę o długości 30 m wchodzi się przez maleńkie drzwi. A komora ze szczątkami zmarłego to 1% obiektu. O! Można? Można!
Przemieszczamy się do drugiej Bazyliki – Św. Marii Większej (Basilica di Santa Maria Maggiore- jak to ładnie brzmi!). Bazylika powstała w miejscu, w którym Maryja przepowiedziała cud, który miał się wydarzyć następnego dnia. A następnego dnia- a- uwaga!- był to dzień sierpniowy na szczycie pobliskiego wzgórza leżał śnieg w dużej ilości. Dla uczczenia tej historii co roku w niedzielę sierpniową z kopuły jednej z kaplic wysypywane są na pobliski plac płatki białych róż. My w Bazylice trafiamy na przygotowania do jakiegoś święta Hindusów. Uroczysto ubrane dzieci, wianuszki i przyozdobiony kościół na zewnątrz błyszczącymi parasolkami na przykład. Co nacja to inny sposób świętowania.
Jedziemy do trzeciej, dla wszystkich katolików najważniejszej Bazyliki św. Jana na Lateranie. Jako jedyna ma status Arcybazyliki. To najwyższy rangą kościół w Wiecznym Mieście. Jako Katedra jest bowiem administracyjną siedzibą biskupa Rzymu, czyli papieża. I najpierw to, co w nas zakorzenione i z mlekiem dziecka wyssane- poczucie, że w tak ważnym miejscu powinien być porządek. I powinno być dookoła pięknie. A tu dookoła trawa niekoniecznie pierwszej jakości i luz totalny. Świętości nie postrzega się tak, jak my to czynimy. Sama Bazylika ogromna, przepiękna. Tak jak w pozostałych bazylikach rzymskich i tutaj znajdują się Święte Bramy. To specjalne drzwi, które otwierane są przez Papieża tylko w dniu rozpoczynającym Rok Jubileuszowy, obchodzony obecnie co 25 lat. Dodatkowo papież ma prawo ustanowić jakikolwiek inny rok Rokiem Świętym. Tak było w 1933 roku, 1983, 2008 i 2016. Otwarcie Roku Świętego następuje zawsze 24 grudnia. Również wtedy otwiera się Bramy Święte. Zanim wejdzie się do wnętrza należy dotknąć dłońmi jednocześnie stópki małego Jezusa oraz palca Matki Boskiej na drzwiach. Nasze prośby zostaną wysłuchane. Co w środku? Baldachim z relikwiarzem, w którym przechowuje się głowy świętych Piotra i Pawła. Pomiędzy czterema kolumnami Ołtarz Papieski, przy którym mszę odprawiać może tylko papież. W głębi tron papieski. Po lewej stronie znajduje się kolejny sekret bazyliki- fragment stołu z Wieczernika, przy którym Chrystus wraz z apostołami spożywał ostatnią wieczerzę. W jednej z kaplic znajdziemy kopię obrazu Czarnej Madonny z Częstochowy. Pięknie.
Po drugiej stronie ulicy mieści się mały budynek stanowiący kiedyś część pałacu biskupa Rzymu- Sanktuarium Świętych Schodów. Na wprost wejścia głównego schody, po których wierni wchodzą na kolanach. To Święte Schody. To po nich Chrystus wchodził na sąd do Piłata i skropił je własną krwią. 28 stopni- wcale nie łatwe podejście. Na szczycie kaplica św. Wawrzyńca, zwana Sancta Sanctorum. Dawna prywatna kaplica papieska. Nazwa od podarunku papieża, który do kaplicy podarował kilka relikwii umieszczonej w szafie/skrzyni z napisem Sancta Sanctorum. Relikwie były niezwykłe. W skrzyni znajdowały się mianowicie sandały Chrystusa, sofa z wieczernika na której siedział Jezus, mleko z piersi Matki Boskiej i najciekawsza z relikwii – napletek z penisa Chrystusa. No to się towarzystwo me podróżnicze ożywiło słysząc takie historie….
Po głębszej analizie zasłyszanych informacji wyruszamy w takie dziwne miejsce w Rzymie- bo to taki Rzym nie Rzym. Bajkowa dzielnica Quartiere Coppede. Mała, ale ładna po prostu. Wymyślona przez niejakiego Gino Coppede. Zdjęcia w pełni nie oddadzą jej uroku, bo fontanna żab stojąca na środku niestety w remoncie. Ale całkiem miło nam tam było.
Na dzisiejszy wieczór zapanowaliśmy jeszcze dwa punkty: kolacja- oczywiście na Zatybrzu i spacer po nocnym Rzymie. Jakiż piękny i uduchowiony dzień był to…. A do odpustu zupełnego została nam już tylko Bazylika Św. Piotra. Przynajmniej tak to sobie tłumaczymy haha




















