Kampania 2018- dla jednych Ścieżka Bogów, dla innych wyprawa na Capri

Dzień IV- Dla jednych Ścieżka Bogów, dla innych wyprawa na Capri
 
No to się baby rozdzieliły😊 Ileż można tak razem?! Część żądna luksusu postanawia płynąć na Capri, część chcąca schudnąć używając widoków decyduje się na trening pośladków na 7 kilometrowej trasie szczytami gór. Byłam w tej drugiej grupie, więc trochę więcej o tym napiszę, ale przekażę też wrażenia luksusu na Capri.
 
Wyjazd zarówno dla grupy pierwszej jak i drugiej z portu w Neapolu. Tak więc mamy okazję pozwiedzać po drodze. Ponieważ to już czwarty dzień w tym mieście zwinnie przedostajemy się środkiem skrzyżowania na drugą stronę ulicy. Nie podejrzewamy już, że oni wszyscy chcą nas przejechać, przechodzimy na czerwonym świetle i jesteśmy w stanie słyszeć się przy trąbieniu wszystkich na wszystkich- chyba same się temu dziwimy.
Neapol potrafi miejscami być ładny. Klimatyczny, różnie klimatyczny jest wszędzie. Docieramy do Galerii Umberto II przepięknego miejsca, które po prostu trzeba zobaczyć, na plac Plebiscytu, do Zamku Królewskiego i Zamku Nuovo.
 
W porcie część z nas wypływa statkiem na Capri- wyspę miłości, kwiatów i artystów. Z relacji słyszałam, że podróż taka sobie, ok. 45 min, ale za to na miejscu rewelacja. Myślę, że zdjęcia oddadzą więcej niż słowa.
 
Druga część szanownej wycieczki szuka w porcie autobusu do Agerola Bomerano, czyli do miejscowości w której wchodzi się na Ścieżkę Bogów. Szukanie autobusu przeradza się w proces zbierania informacji- przystanek ma znajdować się 300 metrów dalej, albo tam, gdzie to zielone drzewo, albo za następnym zakrętem. Można by prościej, ale po co…
 
Po 1,5 h jazdy docieramy do początku trasy. I już za pierwszym zakrętem czujemy się jak Boginie na Ścieżce Bogów:) Wybrzeże ma na prawdę dużo do zaoferowania- w końcu to góry nad morzem. Niewiele jest takich miejsc na ziemi. A ja należę do osób, które mają nawyk notorycznego poszukiwania zachwytu. W tym przypadku wcale nie muszę szukać…
 
Trasa od razu jest urokliwa i z każdą minutą jeszcze bardziej urokliwa. Miejscami teren płaski, miejscami skały po których trzeba się wspiąć, miejscami bez barierek nad urwiskami, ale ogólnie 7 km nie za bardzo odczuwalne przez te widoki. Nic dziwnego, że zajmuje nam to prawie 5 godzin, bo co chwilę przysiadamy i wzdychamy, żeby jak najdłużej zachować w głowach to, co widzimy.
Na całej trasie spotykamy nielicznych turystów, pana na osiołku, który śpiewa sobie dosyć głośno, nauczycielkę z polski, która słysząc nasze teksty mówi po nauczycielsku, żebyśmy uważały, bo nigdy nie wiadomo, kto nas zrozumie i jeszcze jednego pana, całkiem fajnego, wokół którego tworzymy legendę.
Dochodzimy do miasteczka Nocelle i właśnie tam zaczyna się tak na prawdę najtrudniejszy odcinek trasy- trzeba zejść 1700 schodów do Positano. Po 1000 ma się już na prawdę dosyć. Dobrze, że wszystko wynagradzają widoki.
 
Po zejściu niestety jest już zbyt późna, aby posiedzieć na plaży. Jesteśmy przepocone, mięśnie drgają nam po tych schodach, ale buzie śmieją się ze szczęścia:) Z kobietami luksusu umówione jesteśmy w Sorrento. Łapiemy autobus i już za trochę więcej niż pół godziny upajamy się kolejnym cudownym i klimatycznym miejscem wymieniając się doświadczeniami dzisiejszego dnia.
 
Oj, ten dzień chyba najbardziej zapamiętamy z całego wyjazdu….

Dodaj komentarz