Madryt 2012- słoneczna stolica Hiszpanii

Pierwsze skojarzenie ze słowem Madryt? Goya! Cóż poradzę, że właśnie tak. A kolejne nasze już uwspólnione? Place, parki, przysmak maczany w czekoladzie- churos, talerze darmowych tapasów w El Tigre do każdego zamówionego piwa i kolejna okradziona nie wiadomo jak i kiedy osoba z naszej wyjazdowej paczki. I protesty na ulicach, bo właśnie w okresie buntu przeciwko rosnącemu bezrobociu i upartyjnieniu państwa zawitaliśmy do stolicy Hiszpanii.

Madryt to nie jest miasto wszechobecnych zabytków pierwszej klasy, ale miasto wielu ładnych budynków i owszem. Dużo w tym mieście można zobaczyć na pieszo, bo wielość parków, które oferują i sztukę i rozrywkę jest imponująca. Ale jeśli już o budynkach- ten najznamienitszy to oczywiście Pałac Królewski. Rodzina królewska mieszka co prawda poza miastem, ale ten budynek jest ich wizytówką. My chcemy zobaczyć jego wnętrza, ale żeby wejść do środka trzeba swoje odstać. Tym bardziej, że w środy wstęp dla mieszkańców UE za darmoszkę, więc stojąc w kolejce podziwiamy sobie pałac z zewnątrz. A co w środku? 2800 komnat. Nie wszystkie oczywiście udostępnione. Przepych, przepych i jeszcze raz przepych. Zapiera dech w piersiach!

I jeszcze jeden budynek chcę tu przywołać, bo znany na wskroś ze zdjęć- Metropolis stojący na samym początku głównej i chyba jednak najważniejszej ulicy tego miasta Gran Via (wieńczy go kopuła dekorowana 24 karatowym złotem na której posadowiono skrzydlaty posąg, symbol zwycięstwa). Czyli wcale nie byle jaki.    

A jeśli już o sztuce w Madrycie- no to jesteśmy w najlepszym z możliwych miejsc. Trójkąt muzealny oferuje wszystko dla smakoszy. My trafiamy jednego z najznamienitszych na świecie muzeów- Muzeum Prado. I tam odkrywamy obrazy Goya. Gdyby tak chcieć zobaczyć wszystko, co tam zgromadzili, to dzień by nam nie wystarczył. Muzeum liczy sobie 100 sal na trzech piętrach. Do obejrzenia 5000 dzieł. A samego Francisco de Goya aż 140 prac. Oj może nas to natchnąć…

Z rzeczy niespotykanych natrafiamy na stację kolejową Atocha, czyli jedną z najciekawszych stacji kolejowych świata. W środku utworzono tropikalny ogród, na środku którego stoi oczko wodne z dziesiątkami pływających żółwi. Oprócz tego wewnątrz budynku stacji znajdziemy mały bazar z oryginalnymi daniami kuchni hiszpańskiej i arabskiej. Jakie to jest fajne!

Ale jeszcze została nam do wyjaśnienia kwestia placów. Czytając słowo „Plaza” w Hiszpanii już można zacząć się radośnie uśmiechać. Bo często urokliwe są te ich place. No to słów kilka o dwóch takich, co to nam serce ukradły.

Plac Puerta del Sol, czyli po prostu Plac Słońca. A nazwa pochodzi oczywiście od Bramy Słońca, która znajdowała się tuż obok. I to jest prawdziwe serce stolicy Hiszpanii. Zobaczyć można tutaj oczywiście dużo, ale przede wszystkim wzrok pada na posąg niedźwiedzia, który wspina się na drzewko truskawkowe. Misiek waży 20 ton i jest miejscem spotkań zakochanych i wdzięcznym tłem fotografii wszelakich. Jest jeszcze zegar, chyba najsłynniejszy zegar w Madrycie. Spóźnia się jedynie 4 sekundy na miesiąc, a jego wahadło ma bagatela 3 metry.

Plaza Mayor- miejsce najważniejszych wydarzeń oraz zgromadzeń – odbywały się tu chociażby koronacje czy kanonizacje świętych. Miejsce protestów i manifestacji. Miejsce sztuki ulicznej. A dla nas miejsce, gdzie siedzieliśmy gapiąc się na to wszystko, zatrzymani w czasie w dobrą kawą w ręku. Polecamy- tak w ogóle.

Żeby zwiedzić Madryt potrzeba dwa dni, żeby poczuć-  przynajmniej cztery.

Dodaj komentarz