Andaluzja 2017 – Malaga

Uciekamy przed zimnem grupką zacną- jedenastoosobową. Już w busie, który wiezie nas na lotnisko jest śmiech, opowieści różnych treści, wspomnienia i konkurs: „Az czego to naleweczka”? I tak na prawdę wszyscy wiedzą, że przez te kilka dni zostawimy za sobą wszystkie bolączki dnia codziennego i będziemy radośnie ze sobą i dla siebie. A do tego w pięknych okolicznościach przyrody. 

Dlaczego akurat Malaga staje się naszym miejscem docelowym i noclegowym? No kochamy Malagę z różnych powodów. Bo tam często jest ciepło wtedy, kiedy u nas zimno- słońce świeci tutaj przez 300 dni w roku, a sama Malaga jest najcieplejszym miastem Hiszpanii. Bo ma się poczucie, że w okresie zimowym, a przecież jesteśmy tam w lutym, czas się zatrzymał i mało turystów „najechało”. Bo jest morze, plaża i palmy, przystań i statki z jednej strony, a z drugiej normalnie funkcjonujące miasto. A i jeszcze bo to właśnie tutaj produkują słynne wino o prozaicznej nazwie „Malaga”. 

Nie znajdziecie tutaj porywających zabytków, rewelacyjnych i wyjątkowych budowli, a jednak nikt nie odbierze temu miejscu jego uroku.

Symbolem Malagi jest Katedra Wcielenia. Budowali ją ludkowie przez bagatela dwieście lat. I tak nie ma jednej wieży i tylko z jedną jedyną musi stać. Warto sobie po prostu usiąść na jej schodach i poczytać o historii powstania. A jest niezwykle ciekawa.

Ale prawdziwym bohaterem Malagi jest słynny Pablo. Pablo Picasso. Tutaj się urodził, tutaj maluje się jego obrazy na ścianach budynków, tutaj można podziwiać jego twórczość w muzeum i zobaczyć dom, w którym się urodził.

„Zaliczamy” jeszcze ruiny rzymskiego teatru- najstarsze z pewnością ruiny w Maladze, sprawdzamy, gdzie apartament kupił sobie Antonio Banderas i czy aby na pewno widok ma dobry haha i udajemy się w stronę Gibralfaro- zamku obronnego na wzgórzu. Trzeba co prawda podejść pod górkę, ale za to widoki na całą Malagę murowane. A sam zamek- no ma urok swój, bo to zamek. Ale niczego więcej się nie spodziewajcie. Za dużo tam nie odkryjecie.  

Szczególne miejsce w lutym w Maladze to dla nas plaża Malaqueta. Smażą tam już szprotki, podają Sangrię- kurcze- wiemy, że żyjemy. Ehhh pięknie jest!     

Dodaj komentarz