Amsterdam 2018- zaczynamy!

Długi weekendowy spacer po Amsterdamie
Dzień pierwszy
 
Pewnie, że chciałam zobaczyć miasto kanałów, niezliczonej ilości rowerów, czerwonych latarni i coffeshopów. Miasto, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, poczuje wolność i tolerancję, luz i swobodę. Tego wszystkiego nie można sobie jednak wyobrazić, bo nasza wyobraźnia aż tak daleko nie sięga. To trzeba po prostu przeżyć…
 
Mówi się, że w Amsterdamie pada, właśnie przestało padać, albo za chwilę zacznie padać. Cztery dni naszego pobytu pokazały nam ile prawdy jest w tym stwierdzeniu. Znikąd pojawia się ulewa, za chwilę siedzimy w pełnym słońcu.
Póki co Amsterdam wita nas jednak słońcem na dworcu głównym, który wcale nie wygląda jak dworzec. Wybudowany jak większość budynków na drewnianych palach (8700) zachwyca.
Uwagę od pierwszych chwil przykuwają oczywiście rowery „zaparkowane” na rowerowych parkingach, przykute łańcuchami do każdej okolicznej latarni, barierki lub mostku. Szacuje się, że jest ich tutaj ok. 900 tys, czyli więcej niż samych mieszkańców. Nic dziwnego, Amsterdam szczyci się posiadaniem 400 km tras rowerowych! Każdego roku ginie tutaj 80 tys. rowerów, a 25 tys. ląduje w kanałach.
 
Ustępując miejsca rowerzystom, którzy w ruchu drogowym mają największe prawa, kierujemy się w stronę placu Dam (Plac Tamy), gdzie narodził się Amsterdam. Jakoś nic tu do siebie nie pasuje. Dużo przypadkowych budowli- Pałac Królewski- jedna z trzech rezydencji rodziny królewskiej, Nowy Kościół- miejsce oficjalnych ceremonii królewskich, Gabinet Figur Woskowych Madame Tussauds, Grand Hotel Krasnapolsky- jako pierwszy w XIX w z telefonem i ciepłą wodą. Na środku placu pomnik upamiętniający ofiary II wojny światowej. I mnóstwo artystów o różnym poziomie artystycznym. Gwarno i bardzo kolorowo.
Mijamy ekskluzywne centrum handlowe De Bijenkorf i udajemy się na zasłużoną kawę, którą chcemy wypić nad kanałem. Bez problemu znajdujemy miejsce i popadamy w zachwyt widokami.
Obserwujemy krzywe kamienice, które na prawdę są krzywe i tak wąskie, że niemożliwym byłoby ich wyposażenie, gdyby nie haki do wciągania mebli na linach.
Odszukujemy dom Anny Frank, małej żydówki, która ostatnie lata swojego życia opisała w przejmującym dzienniku, który odnaleziony po latach stał się bestsellerem i udajemy się w poszukiwaniu tajnego albo ukrytego kościoła- jednego z wielu w Amsterdamie, w którym odprawiano msze, kiedy katolicyzm był w Amsterdamie zakazany. Wejście nie wskazuje na to, że w środku może kryć się taka świątynia…
Powoli idziemy do beginażu- siedziby świeckiego klasztoru beginek, które od XIV w prowadzą działalność charytatywną. Mieszkają tutaj same kobiety, a ten dom z czarną drewnianą fasadą to najstarszy dom mieszkalny w Amsterdamie.
 
Dalej droga prowadzi nas na największy targ kwiatowy w całej Holandii. Handel prowadzony jest z barek zacumowanych przy kanale. Kolorowy zawrót głowy!
Niestety już w deszczu docieramy do dzielnicy muzeów, których w Amsterdamie jest ponad 50 i to na każdą okazję. Najbardziej znane to Rijksmuseum, w którym obejrzeć można osławioną „Straż nocną” Rembrandta. Przed muzeum ustawiono gigantyczny napis „I amsterdam”, który powstał jako kampania reklamowa miasta. Teraz żyje już swoim życiem i jest najczęściej fotografowanym miejscem Amsterdamu.
Nogi nas bolą, deszcz pada coraz mocniej, czas kończyć nasz pierwszy dzień. Cudownie:)

Dodaj komentarz