Balaton, Budapeszt 2020

Buda czy Peszt? Czyli co można zobaczyć w stolicy Węgier w jeden dzień i do tego w sporej grupce.

Powrót z wakacji. Nie chcemy jeszcze wracać do z reguły przepełnionej złymi informacjami rzeczywistości. Droga powrotna długa, więc aż się prosi, żeby wykorzystać okazję na zobaczenie czegoś nowego. W planach był Wiedeń, ale zamknęli Austrię, więc szybko narodził się pomysł Budapesztu. Grupka nasza niebagatelna, bo 17 osób, z czego 9 to młodzież, czyli Ci najbardziej wymagający zwiedzający. No więc co jak co, ale na pewno nie może być nudno haha.
Przerwa obiadowa jeszcze nad Balatonem- największym jeziorem węgierskim, często zwanym morzem węgierskim (długość 77 km- to jakby z Międzyrzecza do Zielonej Góry jechać!) Jest trawa, słońce- co prawda za chmurami, ale urokliwie i tak jeszcze trochę komunistyczno- nadmorsko. Dwie godzinki, ale przynajmniej wiemy, jak to wygląda.

Do Budapesztu wjeżdżamy o zmroku. Pierwsze wrażenia podświetlonego miasta- cudowne! Zajmujemy naszą kwaterę i wyruszamy na późny spacer. Ogromne wrażenie wzmocnione poprzez oświetlenie miasta. Mamy wrażenie, że oświetlone jest tu wszystko. A najbardziej Parlament. I Most Łańcuchowy. Przed nami jutro cały, calusieńki dzionek w tym pięknym miejscu. Witaj Budapeszcie! A teraz czas na zasłużony odpoczynek. To była tylko zapowiedź!
Wyruszamy przed 10.00. Ponieważ mieszkamy w dzielnicy żydowskiej pierwsze kroki kierujemy ku największej w Europie Synagodze. Imponująca z zewnątrz, w środku niestety nie będziemy mieli możliwości, żeby ją zobaczyć- czasu mało. W takim miejscu jednak rozpoczyna się bogata, ale jakże smutna historia Żydów w Budapeszcie, którą po prostu trzeba poznać. Młodzież słucha. Nie jest źle.

Idziemy w stronę Bazyliki Św. Stefana. Imponująca, ogromna, a skoro Bazylika, to musi być tam jakaś część jakiegoś świętego. Jest i przedramię Stefana. Wjeżdżamy na kopułę. Budapeszt jak na dłoni. Przy tej okazji towarzystwo dowiaduje się kim był biskup Gellert i dlaczego go w beczce ze wzgórza spuścili, w co wierzyli Madziarowie i dlaczego jeden z mostów na Dunaju to most samobójców. Aaa i jeszcze dlaczego nas lubią na Węgrzech i w jakich punktach nasza historia miała wspólne mianowniki.

Kusi już bardzo Wzgórze Zamkowe, ale to dopiero po południu. Bo za chwilkę wsiadamy do najstarszego metra w Europie kontynentalnej posadowionego dwa metry pod ziemią i jedziemy do miejsca, gdzie witają nas termy, baseny, ogromny park rekreacyjny, budowle stworzone pod potrzeby wystawy w 1896 roku, które tak się spodobały, że na wzór atrapy trzeba było zbudować nowe. Młodzież znajduje Anonima, którego pióro trzeba dotknąć, żeby pisać dobrze co najmniej. Wszyscy dotykają. I wierzą, że to działa! No przynajmniej nie zaszkodzi. I wreszcie Plac Bohaterów. Aaa zapomniałam o najważniejszym- w międzyczasie jeszcze deser😊

Wracamy tą samą linią metra do miasta i szukamy miejsca na dłuuugi obiad. Po węgiersku. Chwila oddechu. A potem przed nami Wzgórze Zamkowe z przepiękną panoramą Pesztu, Baszta Rybacka i Kościół Macieja. Można się zapomnieć.

Wieczorny spacer rozpoczynamy przejażdżką na diabelskim młynie, obchodzimy Parlament ze wszystkich stron odnajdując najsmutniejszy dowód wojennej historii Żydów- buty przy nabrzeżu i spacerkiem wracamy oświetlonymi uliczkami przez dzielnicę żydowską do naszego apartamentu. Z tego wszystkiego robi się północ.

W sumie przeszliśmy podobno ponad 20 km. Ja tam nie liczyłam, ale inni i owszem. Odczuwają to nogi- zrozumiałe. Ale oczy nasyciły się takimi widokami, że musi wystarczyć do następnego razu. Bo Budapeszt w jeden dzień to dużo i mało. Można zaliczyć dużo, ale jest to tylko zaliczenie. A na przeżycie to za mało. Na poszukanie najlepszego langosza, dłuższe posiedzenie nad Dunajem i wspięcie się na zachód słońca na Wzgórze Gellerta- na to nie ma czasu.
Mam nadzieję, że smaku na kolejną wizytę narobili sobie wszyscy. Na Budę i na Peszt:) Ja najbardziej jestem dumna z naszej Młodzieży- dali radę i nawet już wiedzą (odpytywałam haha) dlaczego Parlament i Bazylika mają taką samą wysokość i są najwyższymi budynkami w mieście, dlaczego nie można zrozumieć języka węgierskiego i że tak naprawdę różnorodność jest piękna, a jej odkrywanie może być fascynujące. 

Ciągle i nieustająco zachęcam do poznania tego cudownego miasta.
Dziękuję przecudownym Towarzyszom podróży za radość, wytrwałość i uśmiech! Ehh cudowne to zwiedzanie z Wami😘
Magda

Dodaj komentarz