Kosztujemy ciszy
Celem naszej dzisiejszej wyprawy jest Mdina- Miasto Ciszy, ale bardzo po drodze mamy Mostę. To prawie sam środek Malty. A
w jej punkcie centralnym ogromny kościół z trzecią co do wielkości niczym nie podpartą kopułą w Europie. Kościół budowany był wokół istniejącego kościoła, ponieważ ówczesny proboszcz chciał mieć możliwość gromadzenia wszystkich wiernych podczas jednej mszy. W budowie brali udział wszyscy mieszkańcy- również dzieci, którzy w soboty i niedziele dobrowolnie dokładali swoją cegiełkę w powstanie świątyni. Wznieśli ją z wapienia, prawie wcale nie używając zaprawy murarskiej. W czasie II wojny światowej wydarzył się w tym miejscu cud, nazwany Cudem Bomby. W 1942 stukilogramowa niemiecka bomba uderzyła w kościół, przebiła kopułę i spadła na posadzkę, nie eksplodując i nie raniąc żadnego z wiernych czekających na wieczorną mszę. Cud. Replika niewybuchu znajduje się w świątyni, a na kopule można zobaczyć miejsce przez które przeleciała bomba.
Po obejrzeniu kilkuminutowego filmu o historii kościoła oraz bunkrów stanowiących schronienie dla mieszkańców podczas II wojny światowej ruszamy dalej. Droga prowadzi nas do Mdiny- średniowiecznego miasta zwanego Miastem Ciszy. Do miasta wjechać może tylko karawan pogrzebowy, limuzyna wioząca młoda parę do ślubu, karetka pogotowia, służby porządkowe i mieszkańcy. A mieszka ich tam 250 osób. Mdina to pierwsza stolica Malty. W 1571 roku Joannici zdecydowali o przeniesieniu stolicy do Valletty. Od tej pory nosi również przydomek Starego Miasta. Miasto stworzone jest do spacerowania. Brak hałasu samochodów czyni ją inną od wszystkich miast. Zostajemy na trzy godzinki, dobrej kawie i przepysznym cieście z widokiem na miasto i okolicę.
Ponieważ dzień ten ma być wyciszony udajemy się w dalszej drodze na klify Dingli. Spacer nad krawędzią klifu przed zachodem słońca- niezapomniane wrażenia.
Na samiusieńki koniec dnia wracamy do Mdiny, aby pospacerować jej przedmieściami- Rabatem. To tutaj odbywały się pochówki zmarłych, obecnie można zwiedzić katakumby, znajdują się tu liczne klasztory i klimatyczne małe uliczki. Chodzimy, chodzimy i dochodzimy do wniosku, że chyba jednak czas wracać. Zrobił się z tego długi, ale jakże fajny dzień.
I tak całkiem na końcu- może nie w temacie Malty, ale podróżowania i owszem. Wczoraj odeszła od nas na zawsze Moja Koleżanka. Miała lecieć z nami na kolejny Babski Wylot. Takie plany miałyśmy jeszcze w sierpniu. I bardzo jej było szkoda poprzednich, w których nie brała udziału, ale ciągle było „coś”. Nie doczekała.
I chciałabym bardzo zaapelować do tych, którzy doczytali do tego miejsca:
Nie odkładajcie marzeń na później, dlatego, że teraz coś jest trudne do zorganizowania. Myślicie, że potem będzie łatwiej? Odejdą te trudności, pojawią się nowe. Ot i całe łatwiej. Nie można ciągle żyć czekając na coś, bo to coś może nie nadejść. A żyje się tu i teraz. I jak jesteś zdrowa/-y, to możesz wszystko. Kwestia organizacji. I najważniejsze- marzenia się same nie spełniają. Marzenia trzeba sobie spełnić.
Ewelina! A Ty zobaczysz Toskanię- choćby nie wiem co. Pokażę Ci ją z głębi mojego serca, w którym zajmujesz całkiem niczego-sobie miejsce. A tymczasem spoczywaj w pokoju.
























