Firefly lane- kobieca przyjaźń w roli głównej
Kate i Tully- skrajnie różne i bardzo podobne. Bo wszystko zależy. Dwie przyjaciółki poznajemy w trzech różnych odsłonach- kwiecistych latach 70-tych jako nastolatki w okresie buntu i dojrzewania, niebiesko-różowych natapirowanych latach 80-tych- z entuzjazmem przyjmujących doświadczenia zawodowe. I wreszcie współcześnie- jako kobiety po 40-stce, z bagażem doświadczeń i mądrości życiowej. Nadal uzależnione od siebie, nadal potrzebujące się codziennie.
Lata ich przyjaźni genialnie przeplatają się ze sobą. Czasami jedną sceną z lat 70-tych wchodzimy w identyczną, tylko sporo lat później. Jest pozornie beztrosko, a jednak miejscami smutno, jest imprezowo i wariacko, a jednak też przygnębiająco. Ot życie po prostu w całej swojej krasie. I z marzeniami i z upadkami. I gdzieś tam pomiędzy pytanie- czy taka przyjaźń to nie jest trochę takie żerowanie na tej drugiej? Takie trochę życie w cieniu tej drugiej? Taki trochę szkodliwy narkotyk?
Ten serial ma jedną wadę- jak zaczniesz oglądać jeden odcinek, chcesz obejrzeć wszystkie. Właśnie jestem na tym etapie, że nie mogę przestać.
