„Late night”

Kiedy Ty tkwisz w „autozajebistości”, a świat widzi Cię inaczej – „Late night”
Ona (Emma Thompson) prowadzi od lat swój show. Jest obojętna na wszystko i wszystkich (pracownikom zamiast imion nadaje numery), unosi się nieco powyżej powierzchni ziemi i ma pełne przekonanie o swojej doskonałości. W poczuciu tym utwierdza ją zresztą doskonale ekipa pracująca nad jej programem (sami mężczyźni, bo kobiety się do tego nie nadają), w której panuje zasada niekwestionowania zdania szefowej. Panuje też bardzo wysoki komfort pracy. Od lat taki sam. Świat się zmienia, a oni coraz bardziej oderwani od niego, jadą na starym, dobrym.

Pewnego dnia Ona dowiaduje się, że to już jej ostatni sezon. Oglądalność spada, a ona jest coraz mniej rozpoznawalna i bardziej nużąca niż ciekawa. Wyobraźcie sobie, jaki szok przeżywa. Zarówno Ona jak i nic z tego nie rozumiejąca ekipa. Postanawia natychmiast zrobić coś inaczej, nie chcąc zmieniać nic. Wiadomo, co z tego wychodzi.

To nie jest wielkie wow. To nie jest film ambitny do bólu, taki, że po nim spać nie możemy. To jest fajny film na wieczór, który w sposób lekki i bardzo przystępny porusza różne ważne tematy, nie nadając im ciężkości. Ja wymieniłam tylko ten związany z brakiem refleksji i sprawdzania dla siebie samych, czy naprawdę tak jest, jak nam się wydaje, czyli poczuciem złudnej „autozajebistości”. Inne odkryjcie sami (na cda za darmoszkę), jeśli zachęciłam choć trochę. Emma Thompson- świetna rola. Jeśli ktoś oglądał „Diabeł ubiera się u Prady” na początku będzie miał skojarzenia wprost. Potem odczucie to mija, bo to dwie zupełnie różne postacie.

A przy okazji Emmy Thompson- cudowne kino familijne dla rodziców i dzieci w każdym wieku „Niania” i „Niania i wielkie bum”. No i oczywiście najlepszy film świąteczny ever- „To właśnie miłość”. Bardzo polecam.

Dodaj komentarz