„Gambit Królowej”

Szukam pozytywów jesieni i tej całej sytuacji. Nie powinnam tych dwóch rzeczy zestawiać ze sobą w jednym zdaniu, ale tak jakoś mi wyszło. A co tam… No a wspólny mianownik dla obu to zdecydowanie: więcej czasu wieczorem na tylko swoje lubości.

Że książki- to wiadomo, na bieżąco polecam i odradzam. Z kinem już prawie byłam na podobnym etapie- zamknęli, więc pomarzyć i czekać tylko można. Pozostały filmy i seriale. Daleka byłam od „wchodzenia” w te ostatnie, bo wciągają i człowiek przepada, ale teraz doszłam do wniosku, że jednak chcę. I tak natrafiłam na Netflixie na „Gambit Królowej”.

Rewelacyjnie przedstawiona historia dziewczynki z sierocińca, która dzięki wrodzonemu talentowi i uporowi staje się najwybitniejszą szachistką świata. Niestety szprycowana od dzieciństwa lekami uspokającymi i odurzającymi w swoim geniuszu wspomaga się nimi i zarazem walczy z nałogiem. W tym serialu jest wszystko: charyzmatyczna główna bohaterka, klimat męskich lat 60-tych w Ameryce, gdzie rola kobiety jednak mimo wszystko sprowadza się do roli kucharki i gospodyni, bądź nie za bardzo myślacej ozdoby męża, jest ambicja, ryzyko i podziw. I jest też „nasz” Marcin Dorociński nawet!

Nie znam się na szachach, bo to gra dla mądrzejszych. Ale każdy odcinek mnie fascynował. Nie jest to serial tylko dla kobiet, bo oglądałam z mężem i też mu się podobał. Tak więc namawiam, namawiam i namawiam. Przy lampce dobrego winka albo jesiennej herbatce.

Jeśli oglądaliście dajcie znać. Niech inni wiedzą, czy warto. Szkoda czasu na kiepszczyznę….

Dodaj komentarz