O Omanie nie wiedziałam wiele do momentu przeczytania tej książki. Oman nie kojarzy się z tym, co w krajach arabskich i islamie najgorsze. Spokojny, bogaty kraj, w którym mieszkańcy wielbią sułtana. Widziałam za granicą Omanki w swoich tradycyjnych czarnych strojach, wypuszczane z wypasionego samochodu przez pana- być może męża, opływające złotem.
Widziałam Omanki w najdroższych sklepach robiące zakupy za tysiące EUR. I taki obraz utrwaliłam sobie w głowie. I obraz takiego bogactwa to faktycznie część historii opowiedzianych przez panią Romaniuk. Bo jak któraś dobrze się wżeni, to i rodzina na tym skorzysta. Zanim mąż poślubi wybrankę musi w końcu zapłacić rodzinie mahr. Często kwoty sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych. A potem huczne wesele i zaczyna się prawdziwe życie. Które może być całkiem wygodne w rozumieniu Omanek, bo jeśli jest jeszcze druga żona, która przejmuje część obowiązków łóżkowych i zabawiania rodziny, a do tego dużo pieniędzy, to można żyć całkiem wygodnie. Pieniądze i wygoda nad wolność wyboru.
Ale i tak najważniejsze, żeby on nie był zbyt brutalny i nie bił. Bo nie ma się komu poskarżyć. Bo nie ma pojęcia gwałtu małżeńskiego. Bo nikt nie mówi o przemocy w małżeństwie. Bo żona pozostaje JEGO własnością. A jeżeli ona chce rozwodu, to najpierw musi odpowiedzieć na milion pytań, czym wywołała jego agresję, a może miała niegrzeczne myśli, a może patrzyła nie tak, że on ja tak pobił. A kiedy już dostanie zgodę na rozwód, to musi za niego zapłacić mężowi. Bo była mu pisana na całe życie. Mąż może rozwieść się z nią nie informując żony, że złożył pozew. Ale pracuje się nad nowymi przepisami, dzięki którym kobieta będzie dostawała sms-a, że mąż chce się z nią rozwieść. Rewelacyjne.
Książka to kilka historii o kobietach w Omanie. O ich życiu i tym dobrym i tym złym w kraju, gdzie toczy się walka tradycji z nowoczesnością. Gdzie można mieć kilka żon. Gdzie wyjeżdża się na wypoczynek zagraniczny, aby zszyć błonę dziewiczą. Gdzie ciągle jeszcze aranżuje się małżeństwa. Gdzie kobiety mogą spełniać marzenia zawodowe, albo całkowicie zabrania im się marzyć. Oman, który potrafi wiele dać, ale i dużo zabrać.
Co pozostaje w głowie po tej lekturze? Poczucie, że nie wszystkie kobiety w krajach muzułmańskich mają źle, a my mamy najlepiej. I to, że Omanki patrzą na nas ze współczuciem i zdziwieniem, dlaczego jesteśmy tak nieporadne i nie umiemy ustawić się w życiu.
„… Czyli ty jesteś jedyną jego żoną? -pyta
– Jasne, że tak! – odpowiadam z dumą- U nas nie można mieć dwóch żon
– Aha, to masz ciężko- wzdycha Salika- jesteś zupełnie sama do wszystkiego, tak?
– Co masz na myśli?- nie rozumiem
– No, jak to? Sama jesteś. Zawsze ty musisz z nim sypiać, ty musisz gotować, zabawiać jego matkę i siostry i wysłuchiwać problemów w pracy. A wasze małżeństwo jest aranżowane, czy z miłości?
– Z miłości i…- mówię, ale Salika mi przerywa (…)
No tak. Z miłości? To współczuję. Jak miłość się skończy, zostaniesz z niczym- mówi na odchodnym”.
Inna kultura, inny sposób myślenia, inne priorytety. I wcale nie oznacza to, że gorsze. Inne.
