Cypr cz.3- wizyta u Afrodyty i recepta na powracające dziewictwo?

To był ten dzień z cyklu tych „niewystarczających”. Bo niestety nie wystarczyło czasu na to, co chcieliśmy zobaczyć. Urządzamy sobie objazdówkę po wyspie wybierając się na zachód od Larnaki. Celem jest półwysep Akamas, ale szanse małe, że to wszystko się uda w ciągu jednego dnia. Chyba zamiast pośpiechu i zaliczania jednak ważniejsze jest pogapienie się na okoliczności przyrody.

Zajeżdżamy do mijanych wioseczek. Tak zupełnie bez planu, po drodze. Spokój, słońce, kościółki. Jakie to jest idylliczne.

A pierwszy taki zaplanowany punkt stanowi wizyta u Afrodyty. Bo to ona obok na przykład Georga Michaela zamieszkiwała wyspę. No nie w tym samym czasie oczywiście, ale jednak. No i po latach łatwiej ją odwiedzić niż muzyka. Zatrzymujemy się więc przy Skale Afrodyty. To nie byle jaka skała. Po spotkaniach z kochankami Afrodyta kąpała się tutaj i uwaga- za każdym razem odzyskiwała dziewictwo. Także kobietki kochane szansa jest! Wymoczyć się trzeba haha. Miejsce wietrzne, ale urokliwe.

Od Afrodyty wyruszamy w kierunku Coral Bay, która według opisów jest zdecydowanie wow. Albo pogoda nie zagrała, albo ki licho. Oprócz deseru w papai- takiego co to się na co dzień nie jada, nie pozostawia to miejsce, mimo, że polecane, wielkiego wrażenia.

To, co robi zdecydowanie większe wrażenie to plantacje bananów. Liczne plantacje bananów. Owoce jeszcze w ogromnych kiściach zabezpieczone, ale już za chwilę będzie co rwać. Sobie tak na chwilkę przycupujemy na jednej z nich. A przy okazji nasz wypożyczony samochodzik z czerwonymi tablicami ostrzegającymi tubylców przed tymi, którzy niekoniecznie lewostronnie zorientowani:)

Wiecie, ze Cypr ma swojego Titanica? Tylko takiego „na wierzchu”. Nie zatonął, tylko się rozbił. Całkiem niedawno, bo w 2011 roku z powodu złej pogody. Edro III- 83-metrowy ogrom idealnie wkomponował się ze swoją rdzą kolorystycznie w otoczenie. To takie naprawdę fajne miejsce. Mam na myśli nie tylko wrak, ale też wszystko dookoła.

My jedziemy dalej z nadzieją, że uda nam się jeszcze wejść do wąwozu Avkas. Niestety droga zamknięta i trzeba podejść ponad trzy kilometry. Jest już za późno, bo dzionek tutaj o godzinę krótszy. I na dodatek zaczyna kropić. Robimy odwrót. Z ciężkim sercem. Niestety nie da rady być wszędzie…

Wieczór w Limassol. Urokliwe miasto z dobrym jedzeniem, ładną promenadą. W sam raz na klimatyczne zakończenie dnia.

Muszę dodawać jeszcze, że to był piękny, choć trochę „niewystarczający” dzień?

Dodaj komentarz