No dobra. Jest sobie starsza pani poruszająca się wszędzie ze swoim wózkiem na zakupy. Jest wredna, wścibska, chyba nie da się jej polubić. Żyje sobie w takim naszym kraju, z problemami typowych emerytów- kolejka do lekarza, brak pieniędzy i duża znieczulica w stosunku do ludzi starszych.
Pewnego dnia zastaje wyłamane drzwi do swojego mieszkania. Okazuje się, że zginęły najcenniejsze pamiątki- mundur zmarłego męża oraz biżuteria. Policja nie stwierdza wiele, ale ona już wie, że to ten sąsiad z naprzeciwka, ten bez nogi, to on jest winien. Ponieważ nie otwiera drzwi postanawia włamać się do jego mieszkania. Przeżywa przy tym na pewno nowe doświadczenie, bo po raz pierwszy jest „na melinie”. Plądruje mieszkanie, znajduje mundur, czekolady i jakieś słoiki, które pakuje do swojego wózeczka, bo przecież emeryt bogaty nie jest. Po chwili jednak zauważa w łazience zapalone światło. I sąsiada zasztyletowanego na toalecie z jej biżuterią w rękach. Już wie, że musi pozacierać ślady, bo podejrzenie zabójstwa padnie na nią. Bierze więc mopa i sprząta dokładnie melinę, po czym jak najszybciej czmycha na swoje włości.
Dalej nie będę pisała, kto zainteresowany niech sięgnie po tę książkę. Ale krótko o moich odczuciach i owszem opiszę. Na początku duża irytacja- nie ten styl, niby śmieszne, to, co autor pisze, ale takie jakieś wymuszone. I w ogóle za dużo wszystkiego. I niepotrzebne przekleństwa w takiej ilości. Pewne zdarzenia nie są śmieszne, tylko obrazują smutną polską rzeczywistość. Wątek kryminalny- zlepek sytuacyjny. Na tym bym się nie skupiała. Do Chmielewskiej- bardzo daleko.
Ale były też takie momenty, gdzie kąciki ust podniosły mi się do góry- nie ukrywam. Trzeba wspiąć się na wyżyny abstrakcji, żeby tą książkę odpowiednio odebrać. I totalnie wyluzować.
Ale co dziwne- zaczęłam czytać w piątek, a w sobotę rano wybrałam się na zakupy. I w kolejce za mną stanęła starsza pani z wózkiem na zakupy. I zaczęła narzekać, w sposób może bardziej cenzuralny niż bohaterka książki, ale ton podobny. I komentowanie sytuacji w sklepie, ludzi i obsługi też. I tak sobie pomyślałam- kurczę, a może ta przerysowana opowieść nie jest aż tak mocno przerysowana?
Jedni pewnie ze śmiechem, inni nie do końca zadowoleni, ale chyba jednak wszyscy zapamiętają tą absurdalną opowieść o starszej pani, której przyszło żyć w czasach zupełnie nie przygotowanych dla starszych ludzi.
